poniedziałek, 30 listopada 2015

PODSUMOWANIE: LISTOPAD 2015

Przeczytane książki: 5 
Liczba przeczytanych stron: 1756

Średnio dziennie: 58
Liczba recenzji: 4
Najlepsza książka przeczytana w styczniu: Pora na życie
Najgorsza książka przeczytana w styczniu: Nadzieja
Wyniki w ramach wyzwań:
  • Paranormal romance -0
  • WAMPIRY VS. WILKOŁAKI -0
  • Grunt to okładka - 0
  • Czytamy opasłe tomiska -2
  • Klucznik -2
  • Czytam fantastykę -1
  • Okładkowe love -0
  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 11,1cm - cel: 169cm  - brakuje: 2,8cm
  • Wyzwanie biblioteczne:
      1. Wariant I -0
      2.  Wariant II - 0 

Jak jest każdy widzi. Zawsze może być lepiej, jednak sądzę, że to jest dobry wynik. Biorąc pod uwagę, że uczę się jednocześnie pracując, albo pracuje jednocześnie się ucząc jest okej. Jestem także na bieżąco z serialami i od czasu do czasu obejrzę jakiś nowy film. W tym tygodniu ma do mnie przyjechać nowy czytnik więc już się cieszę na książki, które na nim przeczytam:)

czwartek, 26 listopada 2015

[70]Pierce Brown - Red Rising: Złota krew

Tytuł oryginału: Red Rising (t.1)
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Data wydania: 19 listopada 2015 (wydanie II)
Liczba stron: 432
Ocena: 7/10  


Świat za kilkaset lat. Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądać? Czy ludzkość przeniesie się poza Ziemię? Czy zaczniemy zasiedlać inne planety? Autor sięga po ten motyw i w swojej książce odpowiada na te pytania.

Mars – czerwona planeta, czerwonych ludzi, których życie nie należy do najprostszych. Helldiverzy, bo o nich tutaj mowa żyją w kopalniach planety wydobywając cenne helium-3. Nigdy nie wychodzą na powierzchnię, nie widzą Słońca. Żyją krótko w przekonaniu, że poświęcają się dla ludzkości.
Darrow Helldiver – Czerwony górnik traci żonę i zostaje skazany na śmierć, jednak dla niego to jeszcze nie jest koniec. Dostaje od losu szansę. Szansę nie tylko dla siebie, ale także dla całej swojej społeczności. Staje się Złotym, kolorem, który przed wiekami opanował Układ Słoneczny i stosuje okrutne prawa. Darrow ma jedno zadanie rozbić system od środka i wyzwolić wszystkie zniewolone kolory. Jednak nie jest to wcale łatwe. Czeka go długa przemiana fizyczna, ale także emocjonalna. Musi przeżyć w Instytucie Marsa – szkole, w której króluje jedna zasada: „Przetrwają najsilniejsi”.

„Złota krew” jest debiutem amerykańskiego autora Pierce'a Browna. I to udanym. Autor sięga po motywy znane i lubiane, ale pokazuje je nam w ciekawy sposób. Akcja książki dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości, gdzie społeczeństwo podzielone jest na kasty. Każda kasta to określony kolor. Czerwoni są na dnie społeczeństwa przekonani, że nie istnieje żaden świat, d tego który znają. Że nie ma nic poza bólem, głodem,  w końcu śmiercią. Są także Złoci. Potężni władcy, kolonizatorzy, który planeta, po planecie podbijają Kosmos. Są bezwzględnymi dyktatorami, którzy szukają równych sobie.

Dlatego powstał Instytut Marsa. Szkoła szkoli przyszłych najeźdźców, jednak przetrwanie nie należy do najłatwiejszych. W szkole tworzą się podziały. Tutaj nie ma przyjaciół, są sojusznicy. Trzeba się oglądać za siebie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś może wbić „miecz w plecy”. Każdy uczeń ma tylko jeden cel – stać się Prymusem, najpotężniejszym ze wszystkich.
Muszę przyznać, że schemat „Złotej krwi” wygląda dla mnie jak międzygalaktyczna wersja „Igrzysk śmierci”, ale nie tylko. Autor sięgną po wiele znanych schematów i stworzył z nich wybuchową mieszankę. Każda strona jest kolejnym zaskoczeniem.

Oprawa graficzna także zasługuje na uznanie. Okładka książki jest świetna i idealnie nawiązuje do treści. Jeżeli chodzi o oprawę jest wytrzymała i mimo iż książka ma wiele stron, to z łatwością się ją czyta.

„Złota krew” zaskoczyła mnie pozytywnie. Jest to mieszanka antyutopijnego science fiction, umieszczona w Kosmosie. Dodatkowo z lekką domieszka mitologi, co czyni ją zarówno wyjątkową jak i nietuzinkowa lekturą. 
Red Rising
Red Rising: Złota krew|Red Rising: Złoty syn

 Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,7cm)
  • czytam fantastykę
  • czytam opasłe tomiska
Za książkę dziękuję wydawnictwu Drageus

wtorek, 17 listopada 2015

[69]Agnieszka Borys - Nadzieja [PRZEDPREMIEROWO]

Tytuł oryginału: Nadzieja
Wydawnictwo:
Novae Res
Data wydania:
2015
Liczba stron:
110
Ocena:
5/10
Ostatnio coraz częściej sięgam po książki obyczajowe. Dlatego też ucieszyłam się dostając „Nadzieję”. Przed dostaniem książki w swoje ręce nie wiedziałam ile ma stron. Dlatego bardzo się zdziwiłam, że jest to króciutka książka. Po opisie spodziewałabym się raczej kilkogodzinnej lektury, a nie szybkiego do przeczytania opowiadania.

Głównym bohaterem książki jest Jakub. Młody chłopak, idealista, który zatrudnia się w domu pomocy społecznej. Staje się opiekunem Pani Marii, kobiety, która często ucieka z ośrodka. Nikt nie wie dlaczego? Ani gdzie? Jednak Jakub poznaje tajemnice starszej kobiety.

Agnieszka Borys chciała w książce przekazać wiele ważnych treści i to widać. Niestety sądzę, że w tak krótkiej książce nie jest to możliwe. Wydarzenia toczą się błyskawicznie, bohaterów poznajemy tylko połowicznie. Autorka nie przedstawia nam portretów chociażby głównego bohatera, czy Marii, ale jedynie zarys. Czytelnik sam sobie dopowiada resztę. Myślę, że książka powinna być trochę dłuższa, a autorka skupić się bardziej na poszczególnych wydarzeniach.

A szczęście czyta się ją błyskawicznie, jednak nie ma tutaj większych wzruszeń, a tragedie nie są odczuwalne.

Książka z serii tych, po które raczej już nie sięgnę. Jednak mimo wszystko nie żałuję czasu, który przy niej spędziłam.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (0,8cm)
 

środa, 11 listopada 2015

[68]Cecelia Ahern - Pora na życie

  Tytuł oryginału: The Time of My Life
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 19 marca 2014
Liczba stron: 424
Ocena: 7/10
 
Uwielbiam książki, które poprawiają mi humor, a jednocześnie nie są zwykłymi błahymi opowiastkami. „Pora na życie” wbrew wszystkiemu ukazuje nam więcej niż można się spodziewać na pierwszy rzut oka.

„Pora na życie” opowiada o Lucy Silchester, kobiecie przed trzydziestką. Mieszka ona w wynajętej kawalerce razem z kotem. Jej życie jest pasmem porażek, które jednak ukrywa pod rosnącą coraz bardziej stertą kłamstw na swój temat.

Główna bohaterka jest osobą, której życie posypało się wraz z rozstaniem z idealnym facetem. Jedno malutkie kłamstewko na te,at tamtego wydarzenia pociągnęło następne i następne. Lucy w końcu zaplątała się tak w siec kłamstw, że nie mogła tego odkręcić. Jej kłamstwa przez wszystkich były postrzegane jako jej prawdziwe życie. Nie mogąc się wykaraskać z wszystkiego brnęła w nie dalej dopóki nie poznała swojego „życia”.

Życie jest drugą połówką Lucy. Wie o niej wszystko i stara się naprawić różne rzecz (co nie jest łatwym zadaniem). Szczęście Lucy jest też jego szczęściem. Autorka świetnie okazuje to jako fizyczne objawy. Gdy nasza główna bohaterka jest smutna jej Życie wygląda okropnie. W odwrotnej sytuacji Życie jest przystojnym, dobrze ubranym mężczyzną.

„Pora na życie” jest ciekawą, zabawną i ciepłą powieścią, którą poleciłabym każdemu. Na pewno znajdziecie tam coś wartościowego także dla siebie.
 
Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,6cm)
  • klucznik
  • czytam opasłe tomiska
 

wtorek, 3 listopada 2015

[67] Jandy Nelson - Oddam ci słońce

   Tytuł oryginału: I will give you the sun
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Data wydania: 12 sierpnia 2015
Liczba stron: 374
Ocena: 7/10

JudeiNoah, NoahiJude. Dwie połówki jabłka, które są idealną całości. Bliźniacy, którzy ponad wszystko kochają siebie. Jednak nie zapominajmy, że nawet miłość nie jest niezniszczalna. Między rodzeństwem zaczyna coś się dziać. Już nie są JudeiNoah, ale Jude i Noah. Przez kilka błędnych decyzji zaczynają być ze sobą rozdzieleni. Przez zazdrość już nie są razem. Stają się kimś zupełnie innym.

Jude z towarzyskiej, pełnej energii dziewczyny staje się zamkniętą w sobie nastolatką, a przez jedno wydarzenie paranoiczką. Noah natomiast z niewinnego chłopca, artysty, który ponad wszystko kocha sztukę staje się „zwykłym” nastolatkiem.

Jandy Nelson jest pisarką, która do tej pory wydała tylko dwie książki. Jej debiut miałam okazję czytać dosyć dawno temu, jednak „Niebo jest wszędzie” zapisało się w moim sercu. Kocham tę książkę i wracam do niej ilekroć mam okazję. Będąc w Matrasie i szukając czegoś do czytania natrafiłam na okładkę „Oddam ci słońce” i gdy tylko zobaczyłam autora nie wahałam się ani sekundy.

Jednak czy książka spełniła moje oczekiwania? Niestety odpowiedź na to pytanie brzmi: „Nie do końca”. Nie zrozumcie mnie źle przyjemnie czytało się „Oddam ci słońce”, jednak w porównaniu do debiutu autorki nie wypada tak dobrze. Mimo to, nie znaczy to, że jest to zła książka.
Jandy Nelson potrafi tworzyć nietuzinkowych bohaterów, a w jej książkach czuć zawszę odrobinę magii. Uwielbiam jej specyficzny sposób pisania. Bohaterowie patrzą na świat jak na coś niezwykłego, magicznego. Sami bohaterowie też są ciekawi. Noah staje się „zwykły”. Jak każda inna osoba. Jednak tutaj to nie pasuje. Jego zwykłość nie jest dobra. Natomiast Jude staje się dziwaczką, która nosi cebule w kieszeni.

Akcja w książce dzieli się na dwa okresy. Jeden jest opowiadany przez 13 letniego Noah, a drugi przez 16 letnią Jude. Najlepsze w książce jest to, że zwykłe wydarzenia każdego z bohaterów splatają się w ten zwykło/niezwykły sposób. Czytelnik nie dostrzega tego wszystkiego prawie do samego końca.

Podsumowując myślę, że jest to lektura dla każdego. Na pewno będziecie mogli się przy niej zatracić i odprężyć.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
  • Przeczytam, tyle ile mam wzrostu (2,5cm)
  • klucznik