środa, 3 sierpnia 2016

[84]Gail McHugh - Amber

 Tytuł oryginału: Amber to Ashes 
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 3 lutego 2016
Liczba stron: 591
Ocena: 5/10

Znacie to uczucie, gdy książka, którą wszyscy się zachwycają dla was jest nijaka? Staracie się dostrzec jakieś dobre strony, plusy powieści, jednak po długim czasie zastanowienia nic wam nie przychodzi do głowy? Ja niestety ostatnio miewam tak coraz częściej. Dzisiaj przychodzę do was z kolejną taką książkę, a mianowicie „Amber”.

Nie będę wiele pisała o fabule książki. Sama w sobie jest pokręcona, ale jednocześnie banalnie prosta.
Poznajcie Amber dziewczynę po przejściach, która spotyka Brocka Cunningama i Rydera Ashcrofta – chłopakach po przejściach (jakżeby inaczej!). Tytułowa bohaterka od pierwszych stron książki zakochuje się, nienawidzi i na odwrót. Dalej w tle pojawia się także niebezpieczeństwo zabarwione dużą dozą krwi.
Historia zasadniczo krąży wokół miłosnego trójkąta głównych bohaterów. W końcu mamy XXI wiek i nikt już nie chce czytać o standardowych parach. „Inne” pary są ciekawsze. Prawda? Chociaż pojawia się pytanie czy taki trójkąt można nazwać parą? W końcu trzy to nie dwa.

Przejdźmy do bohaterów. Moim zdaniem każdy z bohaterów jest w jakiś sposób „skrzywiony”. Możliwe, że jest to wywołane zbyt dużą ilością alkoholu, które każde z nich wypija co kilkanaście stron książki. Zresztą wcale im się nie dziwie. Sama miałam ochotę walnąć szota czytając książkę. W trakcie przerzucania kolejnych kartek miałam wrażenie, że Pani McHugh wpakowała wszystkie złe rzeczy do worka, który zamiast zamknąć otworzyła. I tak powstał chaos niczym z puszki Pandory.
Mamy tutaj łzy, więcej łez i jeszcze więcej krzywd. Wiem, że jest to temat poważny, do którego ja podchodzę w trochę lekceważący sposób. Jednak jak dla mnie tego wszystkiego było po prostu za dużo.

Oczywiście w książce nie mogło zabraknąć seksu. Dużej ilości seksu. Tak wielkiej jak B U D Y N K I (kto czytał zrozumie). Nie będę na ten temat się wiele wypowiadała. Myślę, że każdy sięgając po książkę ma świadomość tego, że jest ona erotykiem. Akurat do tej kwestii podchodzę dosyć neutralnie. Opisy seksu nie powaliły mnie na kolana, ale także nie były kompletnie niesmaczne.

Nigdy dotąd nie spotkałam się z dziełami Gail McHugh. Jednak dzięki okładce książki nie trudno nie zauważyć, że jest autorką bestselerów New York Times'a. Zastanawiałam się co sprawia, że ludzie chcą czytać twórczość autorki? Pierwsze co nasunęło mi się na myśl to jej styl pisania. Mimo całej historii, która nie do końca przypadła mi do gustu muszę przyznać, że McHugh ma świetne pióro. Dobrze czytało się opisy spod niego wychodzące. Szkoda tylko, że nie potrafiłam chociaż w pewnym stopniu wczuć się w uczucia, które autorka włożyła w tę książkę. A tych jest wiele.

Lektura "Amber" wstrząsnęła mną. Niestety nie do końca w sposób, na który liczyłam. Wstrząsające jest to jak autorka, której język pisania jest na na prawdę wysokim poziomie, która stosuje świetne porównania, opisy itp. nie potrafiła wbić się do mojego serca. Zgaduje, że nie zawsze trafia się na te książki, mimo wszystko miałam nadzieję, że pokocham "Amber". Zarówno książkę jak i bohaterkę.

Reasumując czy sięgnę po kolejną część jak się pojawi? Na pewno nie, ale na pewno będę chciała wiedzieć jak to wszystko się koniec końców skończyło.



  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (3,8cm)

Książkę przeczytałam w ramach Book Tour, który odbywa się na blogu u Cyrsi. Dziękuję cyrysia.blogspot.com i wydawnictwie Akurat za możliwość jej przeczytania.


 
 

środa, 13 lipca 2016

[83]Jo.E.Rach - Lilith. Tom II Walka

Tytuł oryginału: Lilith. Tom II Walka
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2016
Liczba stron: 340
Ocena: 4/10

Witam was po dłuższej nieobecności. Przez jakiś czas niestety nie miałam kompletnie siły i motywacji, aby czytać, czy pisać dlatego też na blogu nie pojawiały się żadne posty. Dzisiaj w końcu przychodzę do was z recenzją książki otrzymanej od wydawnictwa Novae Res.

Kolejny tom cyklu opowiada o dalszych losach Sha i jej przyjaciół. Nie będę się rozpisywała nad fabułą bo jako takiej jej tutaj nie było. Jednak napiszę coś o bohaterach. Jest to jeden z elementów, który niestety w książce "leży". Wybory, sposób zachowania, całokształt bohaterów w "Walce" niestety nie uległ żadnej poprawie. Niestety bohaterowie wykreowany przez autorkę są sztuczni, a między nimi nie ma żadnej chemii pomimo stworzenia wyjątkowo dziwnego trójkąta miłosnego.
Nie będzie to długa recenzja ponieważ tak na prawdę nie wiem co napisać o książce. Na pochwałę z pewnością zasługuje strona wizualna pozycji, która jest wykonana starannie, także w środku wszystko prezentuje się bardzo fajnie. Czcionka i podziały kolejnych rozdziałów. Wszystko to jest na plus. Niestety w książce najważniejsza jest fabuła. Tutaj podsumuje ją słynnym powiedzeniem "leży i kwiczy".

czytam fantastykę|przeczytam tyle, ile mam wzrostu(2,3cm)
 

czwartek, 2 czerwca 2016

WYNIKI ROZDAWAJKI

W końcu nadszedł czas na ogłoszenie wyników. Wiem, że miały być wczoraj niestety nie miałam dostępu do komputera:(
Nie przedłużając książkę + zakładki wygrywają (werble proszę:))
Iza Batraniec - Przysięga
Anna Piotrek - Historia pszczół
Gratuluje dziewczyny już piszę do was e-mail, a nagrodę wyślę jak tylko dostanę adres!:) 




czwartek, 5 maja 2016

!ROZDAWAJKA! WYGRAJ JEDNĄ Z DWÓCH KSIĄŻEK + PAKIET DWÓCH ZAKŁADEK


Jak obiecywałam pora na rozdawajkę. Z lekkim opóźnieniem, ale mam nadzieję, że to was nie zniechęci do udziału.
Macie szanse wygrać jedną z dwóch książek, a mianowicie
  • "Historia pszczół" - Mai Lunde
  • "Przysięga" -  Kimberly Derting
Dodatkowo do książek dodaje pakiet dwóch zakładek, które widzicie na zdjęciu. Jedna standardowa, druga jest 3D (chociaż nie widać tego na zdjęciu).
"Historia pszczół" jest książką nową, którą zakupiłam specjelnie na konkurs. "Przysięga" natomiast była czytana przeze mnie raz. Mimo wszystko jej stan oceniam na bardzo dobry.

Więc co trzeba zrobić, aby wygrać?
Nie chcę wam tego utrudniać więc po prostu musicie się zgłosić w komentarzu słowami: "zgłaszam się" lub coś podobnego oraz wybrać książkę, podać swój nick oraz adres e-mail.
Przykładowe zgłoszenie:
Zgłaszam się
Wybieram "Historie pszczół"
Nick: Karolina W.
Adres e-mail: theonlyproff12@gmail.com

Będzie mi także miło jeżeli udostępnicie baner konkursu na swoich blogach itp. (jednak nie jest to konieczne).
I na koniec, krótki regulamin konkursu:)
  1. Organizatorem konkursu jest właściciel bloga W krainie słów, czyli Karolina W.
  2. Książki pochodzą z mojej biblioteczki, jedna z nich była czytana raz.
  3. Konkurs trwa od 5.05.2016r do 30.05.2016r.[AKTUALIZACJA: KONKURS PRZEDŁUŻONY O JEDEN DZIEŃ]
  4. Zwycięzców wylosuje następnego dnia oraz wyślę im maila z informacją o wygranej.
  5. Na maila zwrotnego z adresem czekam tydzień. Jeżeli nie dostane zwrotnej informacji wylosuje kolejną osobę 
  6. W konkursie może wziąć udział każdy z adresem korespondencyjnym na terenie Polski.
  7. Drogą losowania wyłonię dwóch zwycięzców, którzy otrzymają książkę + zakładki. 
  8. POWODZENIA!

sobota, 30 kwietnia 2016

PODSUMOWANIE: KWIECIEŃ 2016

Przeczytane książki: 1
Liczba przeczytanych stron: 351
Średnio dziennie: 11
Liczba recenzji: 1
Najlepsza książka przeczytana w styczniu: BRAK
Najgorsza książka przeczytana w styczniu: BRAK
 

Wyniki w ramach wyzwań:
  • Grunt to okładka -0
  • Czytamy opasłe tomiska -0
  • Klucznik -0
  • Czytam fantastykę -0
  • Okładkowe love -0
  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2cm, cel: 169cm, brakuje: 115.4cm
  • Wyzwanie biblioteczne (Wariant I) - 0
Jak widać kwiecień nie był moim miesiącem. Jeszcze nigdy nie przeczytałam tak mało. Niestety dopadł mnie czytelniczy kac i wszystko co wzięłam do ręki zaraz odkładałam. Nie mogłam natrafić na dobrą książkę. Mam nadzieję, że w maju się to zmieni. Wiem, że też obiecywałam rozdawajkę w tamtym miesiącu. Niestety się nie udało. Jednak pojawi się ona na dniach więc zapraszam!:)

wtorek, 5 kwietnia 2016

[82]Kirsty Moseley - Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno

 Tytuł oryginału: The Boy Who Sneaks In My Bedroom Window
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 16 marca 2016
Liczba stron: 351
Ocena: 6/10
 
„Chłopak, który zaglądał do mnie przez okno” jest książką, której okładka mnie oczarowała, a opis urzekł. Koniecznie musiałam ją przeczytać.

Amber jest nastolatką, która nie miała łatwego życia. W dzieciństwie była molestowana przez ojca, który twardą ręką trzymał całą rodzinę. Jedynym jej ukojeniem był Liam. Chłopak odkąd był mały, jak mówi tytuł, zakradał się do niej przez okno. Razem spędzali prawie każdą noc. Kilka lat później nic się nie zmieniło. I mimo iż Amber ma już 16 lat to nadal nie może zasnąć bez przyjaciela swojego brata u boku.

Coraz częściej na rynku książki możemy spotkać powieści, które nie skupiają się na sielankowym życiu, ale pokazują jego mroczną stronę. Tak też było w przypadku książki Kristy Moseley. Autorka pisze o romansie dwojga nastolatków, jednak fabuła nie opiera się tylko na tym. Akcja książki skupia się głównie wokół głównej bohaterki – Amber. Czytając śledzimy jej zmagania z przeszłością oraz zmieniający się stosunek do osoby Liama. Oprócz tego autorka skupia się także na typowym licealnym życiu i typowych problemach nastolatek. Można powiedzieć, że nic nadzwyczajnego. Niestety…

Jestem osobą, która stawia książkom wymagania. Tak było też w przypadku „Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno”. Mimo świetnego pomysłu autorka nie do końca wykorzystała możliwości jakie miała. Osobiście spodziewałam się odrobinę lepszych bohaterów i historii, która w pewien sposób mną wstrząśnie. W tym aspekcie książka mnie zawiodła.

Bohaterowie w książce są jeszcze dziećmi, które usilnie starają się udawać dorosłe osoby. Ich zachowanie niekiedy jest urocze, ale często także irytujące. Mimo wszystko nie przeszkadzało mi to tak bardzo i książkę czytałam bez zbędnych emocji w stosunku do ich zachowania.

Książka Kirsty Moseley mimo pozorów jest ciekawą, lekką lekturą dla nastolatek. Zgaduje, że jest to główna grupa odbiorców tej książki. Mimo wszystko jeżeli kiedykolwiek powstanie kontynuacja to chętnie przeczytam. 


Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2cm)

piątek, 1 kwietnia 2016

PODSUMOWANIE: MARZEC 2016

Przeczytane książki: 7
Liczba przeczytanych stron: 3482
Średnio dziennie: 112
Liczba recenzji: 2
Najlepsza książka przeczytana w styczniu: prawie wszystkie:-)
Najgorsza książka przeczytana w styczniu: BRAK
Wyniki w ramach wyzwań:
  • Grunt to okładka -0
  • Czytamy opasłe tomiska -0
  • Klucznik -0
  • Czytam fantastykę -0
  • Okładkowe love -0
  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 22,2cm, cel: 169cm, brakuje: 117.4cm
  • Wyzwanie biblioteczne (Wariant I) - 0

Kolejny miesiąc za nami. Miesiąc, z którego jestem bardzo zadowolona jeżeli chodzi o przeczytane książki. Żadna z nich nie była "niewypałem". Co prawda niektóre czytałam po raz kolejny tak jak "Trylogie czasu", czy "Intruza", to mimo wszystko i tak uważam marzec za udany. Dodatkowo zaczęłam prace w MATRASIE, dzięki czemu mam dostęp do mnóstwa książek, z czego już korzystam:) Niestety luźne poniedziałki, które miały pojawiać się regularnie, nie zawsze takie są. Mimo wszystko mam zamiar kontynuować cykl. I na koniec wkrótce możecie spodziewać się rozdawajki, więc obserwujcie co się tutaj dzieje:-)
A jak u was minął miesiąc?
 

środa, 9 marca 2016

[81]Sylvain Reynard - Piekło Gabriela

Tytuł oryginału: Gabriel’s Inferno (t.1)
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 6 lutego 2013
Liczba stron: 640
Ocena: 7/10

Biorąc do ręki „Piekło Gabriela” pierwsze co rzuciło mi się w oczy to pasujący do tytułu książki tekst: „diabelski erotyk”. Tutaj pojawia się pytanie. Czy książkę można nazwać erotykiem? Zgaduje, że gdyby ktoś się naprawdę uparł to jak najbardziej. Osobiście jednak nie posunęłabym się do takiego stwierdzenia.

Sylvain Reynard już od początku książki daje nam wgląd na dwójkę głównych bohaterów. Młodą studentką - Julie Mitchell oraz jej profesora - Gabriela Emersona. Początkowo przypomniało mi to książkę E.L. James. Jednak nie dajcie się zwieść. Powieści są od siebie pod wieloma względami różne.

Początkowo czytając książkę byłam lekko zdezorientowana jeżeli chodzi o wydarzenie, które przedstawiła autorka. Jedna w miarę rozwijania się akcji pewne rzeczy stają się jasne.
Przejdźmy do samych bohaterów. Julia jest anemiczną, młodą kobietą. Właśnie takie określenie jako pierwsze przychodzi mi na myśl. Niedożywiona, szczupła, blada studentka zwraca na siebie uwagę Gabriela. Mężczyzna specjalizuje się w powieściach Dantego, a Julia jest jego studentką.

Znajomość dwójki bohaterów nie jest idealna. Są oni idealnym przykładem, że od nienawiści do miłości jest niedaleka droga. Oczywiście mimo wszystkich dobrych rzeczy w tle nadal pozostają tajemnice. Takie jak Paulina, z którą Gabriel nadal ma kontakt. Czy mężczyzna, który złamał niewinną Julię. Dodatkowo, żeby nie było za prosto jest sam Gabriel, który ma swoje mroczne żądze i pragnienia. Największym z nich jest wyrwanie się z grzechu i odzyskanie przebaczenia.

Jeżeli znacie Dantego na pewno kojarzycie także postać Beatrycze. Kobiety, do której autor „Boskiej komedii” wzdychał głęboką miłością. Czytając książkę nie można nie zauważyć, że Gabriel często porównuje Julię właśnie do Beatrycze. Mam wrażenie, że bohater w ten sposób idealizował główną bohaterkę. Można powiedzieć, że nie zauważał jej wad, których Sylvain Reynard także nam za wiele nie ukazała. 
Jednak początkowo Gabriel dla Julii także nie jest zwykłym mężczyzna, ale wyobrażeniem tego co o nim wie i co pamięta. Moim zdaniem w tym względzie ich relacje można nazwać lekko toksyczną. Początkowo bohaterowie nie znają siebie, tylko wyobrażenia na swój temat.

„Piekło Gabriela” jest książką dobrą, która ukazuje jak miłość potrafi zaślepić człowieka. Ale także ukazuje wielkie pragnienia i potrzeby bohaterów. Dodatkowo pełna erotycznego napięcia sprawia, że chcemy przeczytać ją do końca.

Piekło Gabriela
Piekło Gabriela|Ekstaza Gabriela|Pokuta Gabriela
 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (4,3cm)|czytam opasłe tomiska|klucznik
 

poniedziałek, 7 marca 2016

luźne poniedziałki: |książka elektroniczna|



Dwa tygodnie temu pisałam o audiobookach. Zauważyłam, że większość z Was podziela moje zdanie. Dzisiaj przyszedł czas na e-booki,czyli książki elektroniczne.
Kiedy tak naprawdę powstały ebooki?
Można przyjąć, że ok roku 1971. Właśnie wtedy w fomie elektronicznej została stworzona deklaracja stanów zjednoczonych. Jednak od jednej publikacji do dzisiejszych e-booków jest daleka droga. Przez wiele lat internet, czy komputery nie były możliwe korzystanie zwykłych osób. Nie mówiąc o czytnikach, które wtedy pewnie nawet nie istniały.
W 1998 roku powstało google, a książki na płytach zaczęły się rozpowszechniać. Dwa lata później król horrorów, czyli King wydał „Riding the Bullet“ w formie elektronicznej. Można powiedzieć, że od tego momentu wszystko dzieje się błyskawicznie. Wydawnictwa zaczynają sprzedaż książek elektronicznych, powstają księgarnie internetowe.
Według Wikipedii w Polsce ebooki rozpowszechniły się w 2008 roku
Osobiście sądzę, że ebooki są świetnym rozwiązaniem. Po pierwsze są bardziej dostępne niż tradycyjne egzemplarze. Często nie można znaleźć książki w księgarni, czy bibliotece. Zazwyczaj taka książka ma odpowiednik w formie elektronicznej.
Kolejny powód waga. Nie oszukujmy się czytnik nie waży dużo. A jak się uprzemy to możemy zmieścić tam tysiące książek. Wyobrażacie sobie chodzenie z tysiącem książek w torbie? :-)
Kolejny plus czytnik jest wygodniejszym rozwiązaniem jeżeli chodzi o podróż. Wygodniej jest podróżować z czytnikiem, który nie zajmuje dużo miejsca, niż z kolejną książką.
Dodatkowo zaletą czytnika jest czytelność. Możemy wygodnie dopasować rozmiar czcionki do naszych aktualnych potrzeb.
Wiele czytników ma opcje tłumaczenie, dzięki czemu możemy próbować swoich sił w

czytaniu książek w innych językach. Na pewno jest łatwiej czytać i automatycznie tłumaczyć fragment tekstu którego nie rozumiemy, niż szukać w słownikach.
Jednak mimo wszystkich swoich zalet, czyli wytrzymałości, pojemności, funkcjonalności dla mnie czytnik nie zastąpi książki papierowej.
Jestem zdania, że książka powinna być z papieru. Może to staromodne myślenie, ale jednak książki mają w sobie swoisty „klimat”, szczególnie te z bibliotek.
Co wy sądzicie o czytnikach? Czytacie dużo ebooków, czy raczej preferujecie książki tradycyjne?


źódło:http://www.publio.pl/krotka-historia-ebookow,art5611.html

środa, 2 marca 2016

[80] Iwona Prończuk, Izabela Gontowicz-Kapica - Skazani na siebie. Tom I. Dolina Nicole

 Tytuł oryginału: Skazani na siebie. Dolina Nicole (t.1)
Wydawnictwo: NovaeRes
Data wydania: 2016
Liczba stron: 584
Ocena: 5/10

 Rok 2028. Na tratwach ratunkowych materializuje się 600 rozbitków. Zdawałoby się, że są to przypadkowi ludzie. Wszyscy oni zostali skazani na 15 lat wygnania, ponieważ mogliby wywołać na Ziemi powstanie przeciwko rządowi. Z podstawowym ekwipunkiem przybywają na nieznaną planetę. Zaczyna się walka o przetrwanie i władzę.

Pierwsze co rzuca się w oczy jeżeli chodzi o książkę to jej rozmiar. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że przyjdzie do mnie takie tomiszcze. Mimo to nie zraziłam się i od razu wzięłam za czytanie.

Chciałabym nie zaczynać od minusów książki, jednak te pojawiły się już na jej samym początku. Jestem uważnym czytelnikiem. Staram się nie omijać fragmentów książek nie ważne jak nudne są. Mimo uważnego czytania nie potrafiłam do końca połapać się w początkowej fabule książki. Jak dla mnie autorki zrzuciły zbyt wiele rzeczy naraz, które początkowo do siebie nie pasują. Dopiero w trakcie czytania książki można zrozumieć jej początek.

Autorki powieści skupiły się w głównej mierze na bohaterach, za co należy im się plus. Jednak bohaterów w książce było mnóstwo. Wielu z bohaterów odgrywa tylko epizodyczne role, jednak są i tacy, którzy wysuwają się na pierwszy plan. Oczywiście jak można zorientować się po tytle pierwsze skrzypce w książce gra Nicole. Na bohaterce skupia się uwaga autorek w głównej mierze. Jednak ie jest to bohaterka, którą polubiłam. Właściwie mimo mnóstwa bohaterów do żadnego nie poczułam sympatii., żadnego nawet (o zgrozo!) nie zdążyłam znienawidzić. Dla mnie jest to dziwne, ponieważ czytając jakąkolwiek książkę często wczuwam się w uczucia bohaterów. Wiem, że wielu z was też tak ma. Przeżywam książkę. Tego mi tutaj zabrakło. Mimo to wielki plus za rozwijanie postaci w miarę akcji książki. Widać, że nad tym aspektem autorki popracowały.

Minusem książki według mnie było niedostateczne rozwinięcie wątku życia na Ziemi. Nie dostajemy za wiele informacji co się tam teraz dokładnie dzieje, czy też jakie motywy kierują kosmitami, którzy stoją za zbliżającą się zagładą. Wielka szkoda, że zabrakło tych informacji ponieważ książka mogłaby wiele zyskać. Wystarczyłoby nie skupiać się tak na mało istotnych sprawach i dopracować ten wątek.

Podsumowując „Skazani na siebie” jest książką średnią. Fabuła wciąga, jednak nie na tyle, żeby się zagłębić  powieści. Niestety książka nie wywołała we mnie żadnych emocji, z wyjątkiem okazjonalnej irytacji. Ale niestety nie potrafiłam wczuć się w wydarzenia, uczucia bohaterów. A to właśnie to jest dla mnie najważniejsze w książce. Książka powinna poruszać. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu NovaeRes 



Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (3,5cm), czytam fantastykę, czytam opasłe tomiska

poniedziałek, 29 lutego 2016

PODSUMOWANIE: LUTY 2016

Przeczytane książki: 3
Liczba przeczytanych stron: 1226
Średnio dziennie: 42
Liczba recenzji: 0
Najlepsza książka przeczytana w styczniu: BRAK
Najgorsza książka przeczytana w styczniu: Patrcia Cabot - Sukcesja
 

Wyniki w ramach wyzwań:
  • Grunt to okładka -0
  • Czytamy opasłe tomiska -0
  • Klucznik -0
  • Czytam fantastykę -0
  • Okładkowe love -0
  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 7,1cm, cel: 169cm, brakuje: 139,6cm
  • Wyzwanie biblioteczne (Wariant I) - 0
Najkrótszy miesiąc w roku, można powiedzieć, że już za nami. Jak mi poszło? Jak widać w statystykach:) Nie zaszalałam za bardzo w tym miesiącu. Wynikało to trochę z mojej niechęci do czytania. Jakoś nie mogłam się za to zabrać. I pierwszy raz od dawna skupiałam się na jednej książce zamiast czytac kilka jednocześnie. (Wiecie o co chodzi:D). Niestety przeczytane pozycje nie powaliły mnie na kolana. Zawiodłam się na Meg Cabot, której książki (w tym romanse) uwielbiam. Niestety "Sukcesja" nie była dobra, ani ciekawa. Zaskoczeniem okazała się książka dwóch polskich autorek, o której będzie więcej w recenzji. Nie rozpisuje się więcej i wchodze w marzec z wielką dawką pozytywnej energii i masą zaległych książek!

poniedziałek, 22 lutego 2016

luźne poniedziałki: |krótko o audiobookach|

Audiobook, czyli książka, którą się słucha. Uważam, że idea jest świetna. Wiele osób nie ma czasu, czy na przykład nie da rady czytać klasycznych książek. Dla nich jest to świetne rozwiązanie. Możesz sprzątać dom i w międzyczasie słuchać kolejnej opowieści. Jednak jak ja odbieram audiobooki osobiście. Od razu napiszę, że nie jestem ich fanką. Wynika to po części z tego, że jestem wzrokowcem. Żeby coś dokładniej zrozumieć muszę to zobaczyć, przeczytać. W przypadku audiobooka nie mam takiej możliwości. Kolejną rzeczą są lektorzy książek. Nie zawsze osoba, która czyta tekst trafia w nasz gust. W tym przypadku mój. Słuchając książkę nie skupiam się na fabule, bohaterach, ale na głosie, który mnie np. irytuje. Dodatkowo lektor nie zawsze potrafi wyrazić głosem uczucia, emocje jakie towarzyszą lekturze. Czytając wyobrażamy sobie świat, który przedstawia autor, bohaterów i ich emocje. Można powiedzieć, że sami kreujemy rzeczywistość, którą tak naprawdę stworzył autor.
Książka daje nam także czas do namysłu. Często czytając książkę wracam do poprzedniego zdania, czy akapitu próbując dokładniej zrozumieć co czytam w chwili obecnej. Jasne audiobook zawsze można cofnąć o kilka sekund, ale dla mnie jest to rozpraszające. Nazwałabym to nawet inwazyjne. Często w takim przypadku gubię sens tego, czego słucham. W przypadku książki tak nie jest. Wracając do fragmentów, robię to mimowolnie. Często nawet się nad tym nie zastanawiając.
Audiobook sam w sobie świetny, ale ja preferuje książkę papierową.

Dzisiaj krótko nie sądzę, że na ten temat trzeba rozpisywać się na kilka stron. Co wy sądzicie o audiobookach. Słuchacie dużo książek, czy raczej podzielacie moje zdanie?

poniedziałek, 8 lutego 2016

luźne poniedziałki: |Serie książkowe|

Ostatnio zastanawiałam się kiedy przeczytałam naprawdę świetną książkę, która nie byłaby częśćią serii. I wiecie co? Nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie. Jestem osobą, które gustują w seriach książkowych. Uwielbiam jak autorzy tworzą kilka książek, które tak naprawdę opisują jedną historie. Porównałabym to do mini serialu, który ma kilka odcinków. Jest dłuższy niż film, ale jest też w nim przekazanych więcej treści.
Tak samo jest z książkami. Dokładnie z seriami książkowymi, których jestem zwolenniczką. Oczywiście jeżeli autorzy za bardzo nie przesadzają:) Czasami mam wrażenie, że kolejny tom jest tylko zlepkiem słów. Autorzy na fali popularności tworzą nowe dzieła. Skoro jedna książka się sprzedała, to następne też powinny. Prawda? Niestety często autorzy i wydawnictwa wychodzą z takiego założenia, przez to rynek książki jest zalewany zupełnie (według mnie) niepotrzebnymi kontynuacjami, które tak naprawdę nic nie wnoszą.
Jednak dzisiaj jest taki piękny dzień, że nie mam ochoty skupiać się na negatywach. Wolę spojrzeć na pozytywy. A tych jeżeli dobrze przemyśleć temat jest mnóstwo!
Po pierwsze seria = więcej czasu z twoimi ulubionymi bohaterami. Nie ukrywajmy. Książka daje nam pewien wgląd w bohaterów, którzy znacząco wpływają na całą jej fabułę. Jednak niestety w jednej książce nie sposób przedstawić wszystkiego tak jakby się chciało. Dlatego seria jest świetnym rozwiązaniem. Nie skupiam się na tych, gdzie w każdym tomie jest opisywana inna para bohaterów. Chodzi mi bardziej o książki, które są swoją ścisłą kontynuacją. W każdym tomie dowiadujemy się czegoś nowego. Widzimy bohaterów jak się zmieniają. I to wszystko nie dzieję się w obrębie jednej książki, ale wielu. Zazwyczaj są to trzy książki. Nadal nie wiem dlaczego, ale rzadko spotykam się z historiami, które są opisane w dwóch tomach.
Kolejny powód fabuła książki. Autor tworzy „szeroką” (nie wiedziałam jak to nazwać:)) rzeczywistość. Więcej tomów książki oznacza większe wgłębienie się w fabułę. Dodatkowo na nasze nieszczęście zazwyczaj pozostawiają nas po każdej kolejnej części w stanie zawieszenia. A my nie możemy doczekać się kolejnej części.
Nie ukrywajmy też, że serie mają do siebie to, że nawet jak któraś cześć nie przypadnie na do gustu autor może zawsze się zrehabilitować w naszych oczach w kolejnych. Więc tak naprawdę nie czujemy irytacji czytając książkę swojego ulubionego autora, która nie jest najlepsza. Pamiętamy tylko rzeczy dobre.
No i na koniec zostawiłam ekranizacje. Prosta kalkulacja więcej części książki pozwala na nakręcenie wielu ekranizacji, które uwielbiam.
Na dzisiaj to tyle. Jak jest u was? Czytacie serie, czy jednak wolicie „standardowe” książki.

poniedziałek, 1 lutego 2016

PODSUMOWANIE: STYCZEŃ 2016

Przeczytane książki: 11
Liczba przeczytanych stron: 3567
Średnio dziennie: 115
Liczba recenzji: 7
Najlepsza książka przeczytana w styczniu: Colleen Hoover – Pułapka uczuć
Najgorsza książka przeczytana w styczniu: Belen Martinez Sanchez – Dzień, w którym umarłam

  • Wyniki w ramach wyzwań:
  • Grunt to okładka -6
  • Czytamy opasłe tomiska -1
  • Klucznik -2
  • Czytam fantastykę -4
  • Okładkowe love -0
  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 22,3cm, cel: 169cm, brakuje: 146,7cm
  • Wyzwanie biblioteczne (Wariant I) - 0

Styczeń, czyli pierwszy miesiącu w tym roku kończę ze świetnym wynikiem. Przeczytałam aż 11 książek. Zawdzięczam to głównie temu, że w tym miesiącu nie pracowałam i miałam przerwę więc udało mi się przeczytać wiele książek. Dodatkowo w końcu zapisałam się do biblioteki w Warszawie i teraz mam o wiele szerszy wybór książek. Miesiąc był także dobry pod względem "jakości" (nie wiem jak inaczej to nazwać:)) przeczytanych książek. Nie było książki, która była okropna, zła i w ogóle. Ogólnie trafiałam na dobre książki i mam nadzieję, że to będzie się utrzymywało w kolejnych miesiącach:)

poniedziałek, 25 stycznia 2016

luźne ponedziałki: |Poznajcie mnie!|

Właśnie się zorientowałam, że prowadzę bloga prawie 2 lata (kiedy ten czas minął), a jeszcze tak na prawdę nie wiecie o mnie wiele. Trochę wynika to z mojej osobistej niechęci. Nie uważam, że jestem wystarczająco interesująca, żeby pisać o sobie na prawo i lewo:) Jednak dzisiaj postanowiłam przybliżyć wam moją osobę. Enjoy!:D
Tak od początku i oficjalnie jestem Karolina. Urodzona w 1996 r. Ale do skończenia 20 lat jeszcze mi trochę brakuje:) Nadal twardo trzymam się tego, że jestem jeszcze nastolatką:)
Urodziłam się w Białymstoku, ale całe dotychczasowe życie spędziłam w swoim rodzinnym mieście (Siemiatyczach). Obecnie jestem warszawskim „słoikiem” robiącym sobie rok przerwy i zarabiającym na przyszłe studia. Odkąd przyjechałam do stolicy pracuje w Call Center, czyli można powiedzieć typowej pracy dla uczniów:) Nie jest to moja praca marzeń, ale jak na razie jest OK. Jeżeli chodzi o pracę moim największym marzeniem byłaby praca w wydawnictwie książkowym. Jednak polski rynek jest okrutny i zapewne już mogłabym się już z tym pożegnać, ale się nie poddaje. Nigdy nic nie wiadomo:)
Uwielbiam pisać, chociaż mam wrażenie, że zaczynam mnóstwo opowiadań, porywam się nawet za pisanie książki, której jednak nadal nie skończyłam. Oczywiście uwielbiam czytać. Nie wiem tak naprawdę, kiedy to się zaczęło. Ale lubię myśleć, że to moja mama ma w tym udział. Ona także uwielbiam czytać, więc fajnie jest myśleć, że to rodzinne:D
Jeżeli chodzi o książki to moim ulubionym gatunkiem jest szeroko rozumiana fantastyka. Nie pogardzę jednak innymi gatunkami, z wyłączeniem horrorów. Nie lubię horrorów. Czy to książkowych, czy tez filmowych. Później przez trzy noce z rzędu nie mogę spać:(
Dodatkowo lubię klasyczne romanse, czyli „Duma i uprzedzenie”, „Perswazje”, „Jane Eyre” . Dodatkowo uwielbiam oglądać wszelkie ekranizacji książek, które oczywiście przeczytałam:D Chociaż ekranizacja mojej ukochanej „Akadami wampirów” była kropnie zła, nie zrażam się i głęboko w sercu mam nadzieję, że ktoś w końcu zrobi z tej serii serial!
A jako że jesteśmy przy filmach i serialach, to jeszcze wspomnę o kilku, które oglądam i których jestem wielką fanką. Mianowicie oglądam PLL, Faking It, Teen Wolf, 2 Broke Girls, iZombie, Supernatural i wiele innych.
Jeżeli chodzi o muzykę jestem wielką fanką Paramore, nawet udało mi się być na ich koncercie! Dodatkowo Tonight Alive, Against the Current i wszystko co „wpadnie” mi w ucho:)
Myślę, że na razie to wszystko. W komentarzach piszcie coś o sobie. Jakie książki najchętniej czytacie? Pracujecie czy się uczycie? A może oglądacie jakiś dobry serial?

piątek, 22 stycznia 2016

[79]Jennifer Estep - Pocałunek Gwen Frost

 
Tytuł oryginału: Kiss of Frost (t.2)
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 18 lutego 2014
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10


Po wydarzeniach z pierwszej części główna bohaterka – Gwen musi nauczyć się bronić. Co znaczy niezliczone lekcje łucznictwa, walki wręcz, walki mieczem. W lekcjach pomaga jej Logan, chłopak, który w poprzedniej części złamał jej serce. Jednak dziewczyna wcale nie ma ochoty walczyć. Zakłada, że z góry skazana jest na niepowodzenie w tej dziedzinie życia. Jak sama mówi. Po co mam walczyć, skoro mam dobre stopnie? Niestety żniwiarze nie zwracają uwagi na oceny w szkole. Oni chcą ją dopaść za wszelką cenę.

W czasie, gdy Gwen zamartwia się żniwiarzami i swoją wręcz bolącą nieumiejętnością walki cała Akademia żyje zimowym festynem. Największym wydarzeniem roku, na który jadą wszyscy uczniowie, nauczyciele i pracownicy szkoły.

Pierwsza część serii sprawiła, że chciałam sięgnąć po kolejna. Autorka pozostawiła mnie w lekkim stanie zawieszenia. Chciałam wiedzieć co się dzieje dalej. Chciałam odkrywać mitologiczne tajemnice, nowe legendy, ale niestety. W tej części Jennifer Estep skupia się bardziej na Gwen i jej darze niż mitach. Chociaż oczywiście to też występuje. Dostajemy także wiele nowych informacji. O matce Gwen, czy też jej przyjaciołach.

Jennifer Estep ciekawie buduje napięcie, jednak w książce niektóre rzeczy są zbyt oczywiste. Jednak nie można uznać tego za wadę ponieważ nie jest to uciążliwe. Właściwie dobrze, że pewne rzeczy można rozwikłać na początku. Później możemy się skupić na ich szczegółach.

„Pocałunek Gwen Frost” to kolejna ciekawa część „Akademii mitu”. Świat w książce jest ciekawie wykreowany. Polecam!

Akademia mitu:
Dotyk Gwen Frost|Pocałunek Gwen Frost|Tajemnice Gwen Frost|Wina Gwen Frost

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,9cm), Grunt to okładka, czytam fantastykę
 

 

środa, 20 stycznia 2016

[78]Cora Carmack - Coś do ukrycia

Tytuł oryginału: Faking It (t.2)
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: wrzesień 2014
Liczba stron: 368
Ocena: 7/10  


Są takie serie, których pierwsza część nie powala na kolana. Jest dobra, jednak nie na tyle, aby sięgnąć po resztę. Jednak po pewnym czasie ciekawość przeważa i sięgamy po kolejne części (przynajmniej tak jest w moim przypadku). Taką serią jest „Coś do stracenia” pierwszy tom o tym samym tytule był dobrą książką, ale czegoś mi jednak brakowało. Mimo wszystko postanowiłam nie rezygnować i przeczytać kolejną część. Teraz tego nie żałuję.

Drugi tom skupia się wokół osoby Cade'a. Chłopak nadal jest zadłużony w swojej przyjaciółce Bliss i ma dosyć oglądania jej i Garricka. Przypomina mu to czego nie będzie miał. Sytuacja się zmienia, gdy do stolika w kawiarni przysiada się dziewczyna, która ma do niego prośbę. Prosi go, aby ten udawał jej chłopaka przed rodzicami.

MacKenzie dowiaduje się, że jej rodzice przyjeżdżają w odwiedziny. Oraz, że zjawią się w kawiarni, w której akurat jest za pięć minut. Przerażona dziewczyna ze swoimi tatuażami, makijażem, i czerwonymi włosami zrobi wszystko, aby zadowolić rodziców. Nawet jeżeli oznacza to poproszenie obcego faceta, aby ten na chwilę stał się jej chłopakiem.

Jednak chwila musi się przedłużać. A im dłużej trwa, tym trudniej zachować pozory.

Uwielbiam ten tom. Widać, że autorka poświęciła więcej czasu, niż w przypadku pierwszej części, aby wszystko było ok. I tak było.

Bohaterowie, których uwielbiam. W pierwszej części dostaliśmy tylko mały wgląd na Cade'a. Teraz główny bohater ukazuje nam się w całości. Jego obawy, uczucia. Poznajemy także jego rodzinę oraz poczucie humoru, o które bym go nie podejrzewała. Dodatkowo Max, czyli MacKenzie. Prawdziwa twarda dziewczyna, która jak to była w przypadku takich powieści tak naprawdę „twarda nie jest”.

Mimo wszystko każdy, kto na nią spojrzy odniesie wrażenie, że dziewczyna umie walczyć o swoje. Wściekle czerwone włosy, kolczyki, tatuaże. To właśnie z tymi rzeczami się utożsamia Max.

Jak to bywa w przypadku young adult bohaterowie mają za sobą ciężką przeszłość. Nie wszystko jest idealne, ale razem starają się temu zaradzić.

Polecam wszystkim miłośnikom young adult tę książkę. Nawet jeżeli nie czytaliście pierwszej części to nie ma problemu. Drugi tom to zupełnie osobna historia więc w tym przypadku nie jest wymagana znajomość pierwszej części.

Coś do stracenia 
Coś do stracenia|Coś do ukrycia|Coś do ocalenia

 Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,3cm)|Grunt to okładka

poniedziałek, 18 stycznia 2016

luźne poniedziałki: |wyzwanie=motywacja?|

Motywacja = Wyzwanie?

Nie znam waszego zdania na ten temat, ale według mnie równanie w temacie posta jest prawidłowe.
Oczywistym jest, że do pisania bloga motywuje wiele rzeczy. Chyba najważniejszą są czytelnicy. I nie ważne czy twoje „wypociny” czyta dziennie 10, 100 czy 1000 osób. Ważni są czytelnicy, którzy jednak zaglądają na bloga, czytają posty, recenzje. Może nawet podoba im się to ci piszemy. Może nie. Tego też nie wykluczamy. Nikt nie jest idealny. Nawet najwięksi pisarze popełniają, czy też popełniali błędy.
Wyzwania czytelnicze są jednym z elementów, które nie tylko motywują do pisania bloga, ale do czytania. W polskiej blogosferze (to na niej się skupię) istnieje mnóstwo wyzwań. Sama biorę udział w kilku z nich. Na przykład  „Wyzwanie biblioteczne”, „Czytam fantastykę”, „Grunt to okładka”, „klucznik”. Ostatnie dwa wyzwania działają na podobnych zasadach Sylwia z nieperfekcyjnie.pl podaje temat okładki np. „kobieta”. Czytelnik/ bloger stara się przeczytać książkę z takim motywem na okładce. Dominika z recenzjeami.blogspot.com podaje hasło. Może być najróżniejsze dotyczyć wersji wizualnej książki, ale też jej wnętrza.
Dzięki takim wyzwaniom można poznać wiele nowych książek. Może wyjść poza „ramy”, których często się trzymamy.
Dlatego też istnieją biblioteki! Zgaduje, że nie ma wśród nas osoby, która nie odwiedziłaby tego przybytku:) W dzisiejszych czasach kiedy już prawie wszystkie biblioteki mają swoje elektroniczne systemy łatwo możemy książkę zarezerwować online i tylko po nią się udać. Ale zgaduje, że część z was na tym nie poprzestaje. Często i tak skusicie się na chociażby jedną dodatkową książkę. Porównać byłoby można tą sytuacje do wizyty w sklepie spożywczym, kiedy idziemy tylko po chleb, a wracamy z całym koszykiem zakupów. Znacie to? :)
Więc wyobraźmy sobie sytuację. Będąc w bibliotece zobaczycie książkę, która na okładce ma motyw zaproponowany przez Sylwię czy Dominikę. Zgaduje, że w większości przypadków weźmiecie książkę do domu z myślą „może przeczytam”. Właśnie dzięki takiemu sposobowi myślenia poznajemy nowych autorów, nowe historie, nowe postrzegane rzeczywistości.
Jednak nie zapominajmy, że wyzwania w polskiej blogosferze są najróżniejsze. Najpopularniejszym jest chyba „Przeczytam tyle, ile mam wzrostu”. Kolejna motywacja! Zasady są proste. Przeczytaj taką ilość książek, żeby wysokość ich grzbietów była równa twojemu wzrostowi. Wyzwanie dla jednych łatwiejsze, dla innych już nie. Cóż jeżeli masz 1,90 wzrostu musisz więcej przeczytać niż osoba o wzroście 1,50 cm:)
Ale właśnie to jest motywacją. Chcesz ukończyć maraton, biegasz! Chcesz ukończyć wyzwanie „Przeczytam tyle, ile ma wzrostu” po prostu czytasz!
W końcu przecież wszyscy to kochamy! I nawet jak nie mamy czasu zawsze wciśniemy chociaż trochę, aby przeczytać cokolwiek!

Co wy sądzicie o wyzwaniach czytelniczych? Bierzecie w jakiś udział. Jeżeli tak to piszcie może sama się skuszę na dodatkowe! Na razie się z wami żegnam i do „zobaczenia” przy następnym poście:)

czwartek, 14 stycznia 2016

[77]Marissa Meyer - Cinder

  Tytuł oryginału: Cinder (t.1)
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 17 października 2012
Liczba stron: 440
Ocena: 8/10

Książka chodziła za mną już od dłuższego czasu. Czytałam na prawdę wiele pozytywnych ocen. Przyznam, że nawet chyba nie trafiłam na żadną negatywna recenzję.

opisuje świat po IV wojnie światowej. Czyli bardzo odległą przyszłość. IV wojna światowa spowodowała spustoszenie. Bomby chemiczne, nuklearne. Wszystko to spowodowało zniszczenie Ziemi. Teraz ponad 100 lat później wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. W Nowym Pekinie (głównie o nim pisze autorka) rządzi cesarz. Jednak władca jest nieuleczalnie chory. Nie tylko on zaraza dziesiątkuje mieszkańców Nowego Pekinu, ale także świata. Nikt nie zna antidotum. Lekarze starają się rozwikłać zagadkę śmiertelnej choroby.

Dodatkowo oprócz epidemii  ludziom grozi jeszcze natarcie władczyni księżyca. Kobieta dzięki iluzji, którą tworzy jest zabójczą oraz niebezpieczną pięknością. Ma ona jeden cel usidlić syna cesarza o imieniu Kai, a dzięki temu objąć władzę nad całą Ziemią.

Główna bohaterka książki - Cinder jest cyborgiem. Część jej kończyn jest metalowa. Mieszka z macochą, która oficjalnie sprawuje nad nią opiekę. Znaczy to tyle, że przywłaszcza jej pieniądze, każe pracować, na nic nie pozwala. Nie można nie zauważyć, że książka (w szczególności główna bohaterka) jest wzorowana na Kopciuszku, czyli "Cinderella". Każdy zna tą bajkę. O biednej dziewczynie, która musi usługiwać swojej macosze i siostrom przyrodnim. A na balu, na który nie mogła przyjść, książę wybiera ją spośród setek innych dziewcząt.

Na prawdę polecam Cinder, która jest świetną lekturą o post apokaliptyczny świecie. Na pewno znajdziecie tam coś dla siebie. Cyborgi, kosmici, sekrety czy też romans!

Saga księżycowa
Cinder|Scarlet|Cress|Winter

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu(2,7cm)|Grunt to okładka|klucznik|czytam fantastykę 

wtorek, 12 stycznia 2016

[76]Jolanta Guse - Opowiem o niej [PRZEDPREMIEROWO]

   Tytuł oryginału: Opowiem o niej
Wydawnictwo: Prószyński - S-ka
Data wydania: 19 stycznia 2016
Liczba stron: 304
Ocena: 8/10  

Czasami trafiamy na książkę, która z pozoru wydaje się zwyczajna. Zwykła okładka, nie powalający opis, a w środku genialna opowieść. Taka właśnie jest „Opowiem o niej”.

Trzy kobiety. Trzy pokolenia. Róża, Helena i Gloria. Babcia, matka, wnuczka. Kobiety spokrewnione, a jednocześnie tak od siebie różne.
Helena – miłośniczka teatru zawsze chciała zostać aktorką. Jej życzenie się spełnia, jednak w czasie, gdy jej kariera jest u szczytu zachodzi w ciąże. Ma urodzić Glorie. Kobieta (a właściwie młoda dziewczyna) toczy wewnętrzny konflikt, w końcu w cierpieniu rodzi zdrową córeczkę.
Gloria jest oczkiem w głowie babci, która zastępuje jej matkę. Ulubionym zajęciem dziewczynki jest słuchanie babcinych opowieści o wojnie i jej prawdziwym obliczu.
Róża – kobieta, która wskutek wojny straciła cały majątek, nauczyła się pracować. Właśnie ona opowiada Glorii o wojnie. Wersje nieocenzurowaną, ponieważ w tamtych czasach prawda nie była mile widziana. Ale Róża jest kimś więcej niż zwykłą babcią, Róża jest także matką, której Gloria nigdy tak naprawdę nie miała.

Przepiękna. Właśnie to słowo przychodzi mi na myśl, gdy wspominam „Opowiem o niej”. Jolanta Guse wciąga czytelnika od pierwszych stron pokazując świetnie opisany splot wydarzeń. Teraźniejszość miesza się z dawną przeszłością i na odwrót. 

„Opowiem o niej” jest książką, w której ważną rolą odgrywa wojna oraz czasy powojenne. Osobiście nie przepadam za lekturami, które bazują na tym wątku. W przypadku recenzowanej właśnie powieści było inaczej. Guse pisze o tym co z pewnością każdy z nas zna z lekcji. Jednak czytając widać ile serca włożyła autorka, aby wszystko było dopracowane. Jednak nie podaje nam samych suchych faktów, dzięki czemu czytanie nie jest nudne, czy uciążliwe.

Bohaterowie, właściwie bohaterki książki odgrywają w książce najważniejszą rolę. Autorka pokazuje dziecko skrzywdzone przez los, zranione przez matkę i jej wybory. Matkę, która w pogoni za karierą zatraca siebie, która nie potrafi kochać nawet własnego dziecka. Także Róża, która robi wszystko, ab jej wnuczka czuła się potrzebna i kochana.

Podsumowując „Opowiem o niej” jest wstrząsająco dobrą, wzruszającą lekturą, którą poleciłabym każdemu. Jolanta Guse zwraca uwagę na treści ponadczasowe. Pokazuje jak wybory jednej osoby, mogą wpływać na innych.

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,9cm)|Grunt to okładka
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

poniedziałek, 11 stycznia 2016

luźne poniedziałki: |Nieklasyczny klasyk|

Każdy z nas na pewno chociaż raz w życiu przeczytał tzw. „klasyk”. Książkę ponadczasową, ikonę literatury, książkę, która mimo upływu lat nadal zachwyca wiele osób. Książka taka niesie ze sobą ponadczasowe wartości, pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy. Dzieło literackie, które każdy człowiek powinien przeczytać chociaż raz. Nie mówię o konkretnych autorach. Chociaż jeżeli miałabym wymieniać wybrałabym oczywiście Mickiewicza, Prusa itd. Jednak dzisiaj napiszę o klasykach, które pochodzą trochę z innej półki.

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego współcześni autorzy sięgają często po popularne motywy? Miłość, śmierć, zdrada; to tylko kilka przykładów. Jednak coraz częściej możemy zaobserwować swoisty „trend” w literaturze, a mianowicie obsadzanie akcji powieści w innej.
Nie mam tego za złe autorom współczesnym. Popatrzmy na przykład jakim jest „Śmierć przybywa do Pemberly”. Jeżeli nie wiecie czym jest Pemberly już wam tłumaczę. Pemberly jest wsią, gdzie mieszkają zakochani w sobie Elizabeth i Pan Darcy. Już coś świta? Tak, to główni bohaterowie „Dumy i uprzedzenia” wspaniałej pisarki – Jane Austen.
Austen wykreowała świat, po który sięga P.D. James. Oczywiście James zmienia świat w książce, jednak najważniejsze elementy takie jak bohaterowie, czy miejsce akcji pozostają niezmienione.
Nie trudno się dziwić współczesnej autorce, że sięgnęła po tak znane dzieło. W końcu kto z nas nigdy nie słyszał o „Dumie i uprzedzeniu” oraz Colinie Firth'u, chyba najpopularniejszym odtwórcy roli Pana Darcy'ego. Jednak nie o tym mowa. Dzięki bazowaniu na książce Austen, P.D. James nie musi od początku kreować nowego świata czy bohaterów, ponieważ zrobiła to za nią Jane Austen. Autorka kryminałów może teraz przerobić czy nawet przemielić bohaterów, ale to nadal będą bohaterowie „Dumy i uprzedzenia”. Dodatkowo nie ukrywajmy po taką książkę na pewno sięgnie chociaż część fanów Jane Austen.
Kolejny przykład bazujący na „Dumie i uprzedzeniu” - „Dworek Longbourn” autorstwa „Jo Baker. W tej pozycji autorka pokazuje am perspektywę osób, które służą u Elizabeth i Darcy'ego.
„Pan Darcy nie żyje”, „Duma i uprzedzenie i zombie” - kolejne przykłady opierające się na najpopularniejszej Austenowskiej powieści.
Jeżeli jesteśmy przy Zombie spójrzmy na „Alicje w krainie zombie”, czyli jedna z naszych ulubiona bohaterek dzieciństwa w krainie krwiożerczych stworów.
Przykładów jest o wiele więcej. Czy przeszkadza mi to, że autory bazują na klasyce literatury? Odpowiedź może być tylko jedna: SKĄDŻE! Właściwie bardzo lubię książki pokazujące inne spojrzenie na moich ulubionych bohaterów. Właściwie można powiedzieć, że autorzy takich pozycji pomagają w nieśmiertelności tych bohaterów, dzięki nim nadal pamiętamy o wielkich twórcach. Oczywiście bez nich też nie zginęliby, ale zawsze warto mieć zabezpieczenie.
Chociaż na rynku wydawniczym istnieje mnóstwo takich książek to pamiętajcie, że „klasyka jest zawsze w cenie”!

A wy co sądzicie o takich pozycjach? Lubicie czytać książki bazujące na waszej ulubionej powieści? Czekam na wasze opinie, krytykę, przemyślenia w komentarzach!

sobota, 9 stycznia 2016

Nadchodzi nowy cykl - "luźne poniedziałki"

Postanowiłam wprowadzić nową formę na bloga, a mianowicie cykliczne posty z serii: "Luźne poniedziałki". W poniedziałki co tydzień, bądź dwa tygodnie (zobaczymy czy nie zabraknie pomysłów) będę publikowała luźny post około-książkowy, ale nie koniecznie. Po prostu swoje przemyślenia na temat różnych spraw. W krainie słów... jest blogiem o książkach więc będę starała się skupić bardziej na tym elemencie. Mam nadzieję, że pomysł wam się spodoba. Wiem, że to nic nowego, ale może "chwyci". Jeżeli macie jakieś pomysły, sugestie piszcie w komentarzach. Na razie do zobaczenia w poniedziałek, kiedy pojawi się pierwszy post z serii.

Tutaj możecie przeczytac przykład, jak miałoby to wyglądać:http://w-krainie-slow.blogspot.com/2014/10/wydawcy-ktory-niewydaja-czyli-kilka-sow.html

[75]Belen Martinez Sanchez - Dzień, w którym umarłam

Tytuł oryginału: Lilim
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 384
Ocena: 6/10  



Mówi się, że umrzeć to zapomnieć, a jednak pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałem, kiedy otworzyłem oczy był moment mojej śmierci 


2 października 2003 roku dla Diletty Mair był dniem, w którym wszystko się zmieniło. Tego dnia dziewczyna właśnie umarła i odkryła prawdę. Prawdę o tym co się dzieje z człowiekiem po śmierci. Czy w ogóle istnieje życie? Okazało się, że tak. Jednak wszystko jest nie tak jak powinno. Anioły nie są przynoszącym ulgę, pięknymi, pomocnymi stworzeniami. Piekło istnieje i znajduje się w Panteonie, gdzie tylko wybitni, czymś wyróżniający się za życia ludzie mogą trafić.

Piekło, niebo, życie po śmierci. Są to jedne z najbardziej popularnych motywów, które pojawiają się w powieściach. Wiele autorów ma własne spojrzenie na to, jak może być. W końcu nikt z nas nie wie jak jest naprawdę. Belen Martinez Sanchez przedstawia perspektywę, z którą osobiście wcześniej się nie spotkałam. Anioły są gniewnymi stworzeniami – co oczywiście znam. Bardziej zastanawia mnie piekło. Można powiedzieć, że piekło jest elementem dobra. Chociaż osobiście nadal nie rozszyfrowałam, kto jest tym „dobrym”.

Demony (Lilim) mieszkają w Panteonie, ale tylko te wybitne jednostki. Piekielni „szaracy” żyją w Grobie. Miejscu całkiem podobnym do naszego świata. Panteon i niebo toczą ze sobą wojnę od wieków. Autorka niestety nie skupiła się bardzo na czym ta wojna polega, czy dlaczego ze sobą walczą?

Historia jest opowiedziana z dwóch perspektyw Diletty oraz Aliosa. W tym przypadku nie widzę w tym nic dobrego. Dwójka głównych bohaterów to chyba najbardziej irytujący bohaterowie jakich poznałam. Jeżeli nie (możliwe, że znam bardziej irytujących) to zasługują na to miano.
Bohaterka jest roztrzepaną dziewczyną, która co kilka stron kłóci się z Aliosem. Ich relacja jest po prostu głupiutka. Szczęśliwie nawet polubiłam głównego bohatera. Pewnego siebie, wyszczekanego (chociaż nadal irytującego) mężczyznę, który zawsze stawia na swoim.

W książce nie obyłoby się bez wątku romantycznego, jednak relacja Aliosa z Dilettą nie przeważała nad fabułą. Jest gdzieś w tle czekając na rozwinięcie.
Zakończenie książki pozostawia wiele pytań. Myślę, ze autorka otworzyła sobie szeroką furtkę na kontynuacje. Na razie nie doszukałam się, czy powstanie kolejna część, czy też może już jest na rynku?

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na okładkę, która jest przeokropna. Moim zdaniem wcale nie pasuje do treści książki. Ogólnie nie podoba mi się.

Książka Belen Martinez Sanchez nie jest objawieniem. Jest dobra. Autorka wykreowała ciekawy świat, dodatkowo jest opisy naprawdę czyta się dobrze. W książce nie brakuje także walki, zdrady więc jeżeli gustujecie w takich pozycjach serdecznie polecam!

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,4cm)|
Grunt to okładka|czytam fantastykę

wtorek, 5 stycznia 2016

[74]Jennifer Estep - Dotyk Gwen Frost

Tytuł oryginału: Touch of Frost (t.1)
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 20 września 2012
Liczba stron: 312
Ocena: 8/10  

Od dawna planowałam przeczytać "Dotyk Gwen Frost". Książka znajduje się na mojej liście "must read". W końcu znalazłam chwilę wolnego czasu i włączyłam czytnik, aby zapoznać się z historią Gwen i jej daru.

Gwen Frost to "prawie" zwyczajna siedemnastolatka, która po śmierci swojej mamy trafia do "Akademi Mitu". W szkole tej uczą się nadzwyczajni uczniowie. Walkirie, wikingowie, spartanie, Amazonki. Wydaje się, że tylko Gwen tutaj nie pasuje ze swoim darem. Dziewczyna posiada moc psychometrii, co znaczy, że gdy tylko weźmie przedmiot w dłonie, poznaje jego historię.
Nie tylko główna bohaterka bije się z takimi myślami. Według wszystkich uczniów jest tylko zwykłą Cyganka, która tutaj nie należy.

Mitologia. To właśnie na niej Jennifer Estep opiera całą historię. Osobiście jestem wielką fanką takich książek więc musiałam przeczytać "Dotyk Gwen Frost". Do czytania książki zabierałam się z entuzjazmem. Kilka początkowych stron nie było ciekawych, później nie wiele lepiej, jednak w końcu akcja zaczęła nabierać tempa. 

Estep stworzyła bardzo ciekawy świat, który w pierwszej części według mnie wygląda jak szklana bańka. Cały kampus, szkoła to jedna wielka tajemnica. Uczniowie to pochodzący ze starożytnych rodów wojownicy, których przeznaczeniem jest walczyć ze Żniwiarzami - zwolennikami boga chaosu, Lokiego, Jednak, gdy tylko wyjdzie się za bramę nie trafia się do świata z baśni, czy legend, ale do naszego, zwykłego, szarego świata. Świata, gdzie nie ma Żniwiarzy czy Wojowników.
Dodatkowo bohaterowie w książce są ciekawi, a sploty wydarzeń niespodziewane i zawsze zaskakujące.

"Dotyk Gwen Frost" to ciekawa zapowiedź serii, którą z chęcią przeczytam w całości. Polecam!

Akademia Mitu
Dotyk Gwen Frost|Pocałunek Gwen Frost|Tajemnice Gwen Frost|Wina Gwen Frost

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu(1,9cm)|Grunt to okładka|klucznik|czytam fantastykę

sobota, 2 stycznia 2016

[73]Cora Carmack - Coś do stracenia

  Tytuł oryginału: Losing It (t.1)
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 18 czerwca 2014
Liczba stron: 204
Ocena: 7/10  

Każdy z nas ma jakieś tajemnice. Jedne gorsze, drugie mniej. Każdy coś ukrywa. Tak jak Bliss Edwars główna bohaterka książki Cory Carmack. Dziewczyna wstydzi się tego, że jest dziewicą. Ma 22 lata, studiuje i wszystkie jej koleżanki mają to za sobą. Chcąc się pozbyć „problemu” wyrusza do baru, gdzie spotyka przystojnego mężczyzną, z którym wraca do domu. Jednak Bliss nie jest tak odważna jak myślała i zostawia chłopaka nagiego w jej własnym łóżku. Dodatkowo okazuje się, że Garrick jest jej wykładowcą.

„Coś do stracenia” urzekło mnie swoją okładką, a następnie opisem. Wiedziałam, że przeczytam tę książkę. Historia opowiadana przez Bliss wciągnęła nie od pierwszych stron. Książka była dowcipna. Nie powiem, że jest to wielkie odkrycie, bo tak nie jest. Motyw, po który sięgnęła autorka już się nie raz przewijał czy to przez książki, filmy, seriale. Nic odkrywczego jednak książkę czyta się szybko.

Bohaterowie są i ich nie ma. Tak mogłabym to ująć. Niestety autorka nie zagłębiała się w osobowości pojedynczych bohaterów przez co nie do końca byli wykreowani tak jak bym chciała. Nie mamy wielu informacji o tym kim są dokładnie, co chcą robić. Mimo wszystko bardzo polubiłam Bliss. Niezdarną, błyskotliwą kobietę, która ma wyjątkowego pecha.

„Coś do stracenia” jest lekką, przyjemną lekturą z odrobiną humoru i pikanterii. Polecam wszystkim miłośnikom romansów!
 
Coś do stracenia
Coś do stracenia|Coś do ukrycia|Coś do ocalenia
 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu(1,2cm)