środa, 9 marca 2016

[81]Sylvain Reynard - Piekło Gabriela

Tytuł oryginału: Gabriel’s Inferno (t.1)
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 6 lutego 2013
Liczba stron: 640
Ocena: 7/10

Biorąc do ręki „Piekło Gabriela” pierwsze co rzuciło mi się w oczy to pasujący do tytułu książki tekst: „diabelski erotyk”. Tutaj pojawia się pytanie. Czy książkę można nazwać erotykiem? Zgaduje, że gdyby ktoś się naprawdę uparł to jak najbardziej. Osobiście jednak nie posunęłabym się do takiego stwierdzenia.

Sylvain Reynard już od początku książki daje nam wgląd na dwójkę głównych bohaterów. Młodą studentką - Julie Mitchell oraz jej profesora - Gabriela Emersona. Początkowo przypomniało mi to książkę E.L. James. Jednak nie dajcie się zwieść. Powieści są od siebie pod wieloma względami różne.

Początkowo czytając książkę byłam lekko zdezorientowana jeżeli chodzi o wydarzenie, które przedstawiła autorka. Jedna w miarę rozwijania się akcji pewne rzeczy stają się jasne.
Przejdźmy do samych bohaterów. Julia jest anemiczną, młodą kobietą. Właśnie takie określenie jako pierwsze przychodzi mi na myśl. Niedożywiona, szczupła, blada studentka zwraca na siebie uwagę Gabriela. Mężczyzna specjalizuje się w powieściach Dantego, a Julia jest jego studentką.

Znajomość dwójki bohaterów nie jest idealna. Są oni idealnym przykładem, że od nienawiści do miłości jest niedaleka droga. Oczywiście mimo wszystkich dobrych rzeczy w tle nadal pozostają tajemnice. Takie jak Paulina, z którą Gabriel nadal ma kontakt. Czy mężczyzna, który złamał niewinną Julię. Dodatkowo, żeby nie było za prosto jest sam Gabriel, który ma swoje mroczne żądze i pragnienia. Największym z nich jest wyrwanie się z grzechu i odzyskanie przebaczenia.

Jeżeli znacie Dantego na pewno kojarzycie także postać Beatrycze. Kobiety, do której autor „Boskiej komedii” wzdychał głęboką miłością. Czytając książkę nie można nie zauważyć, że Gabriel często porównuje Julię właśnie do Beatrycze. Mam wrażenie, że bohater w ten sposób idealizował główną bohaterkę. Można powiedzieć, że nie zauważał jej wad, których Sylvain Reynard także nam za wiele nie ukazała. 
Jednak początkowo Gabriel dla Julii także nie jest zwykłym mężczyzna, ale wyobrażeniem tego co o nim wie i co pamięta. Moim zdaniem w tym względzie ich relacje można nazwać lekko toksyczną. Początkowo bohaterowie nie znają siebie, tylko wyobrażenia na swój temat.

„Piekło Gabriela” jest książką dobrą, która ukazuje jak miłość potrafi zaślepić człowieka. Ale także ukazuje wielkie pragnienia i potrzeby bohaterów. Dodatkowo pełna erotycznego napięcia sprawia, że chcemy przeczytać ją do końca.

Piekło Gabriela
Piekło Gabriela|Ekstaza Gabriela|Pokuta Gabriela
 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (4,3cm)|czytam opasłe tomiska|klucznik
 

poniedziałek, 7 marca 2016

luźne poniedziałki: |książka elektroniczna|



Dwa tygodnie temu pisałam o audiobookach. Zauważyłam, że większość z Was podziela moje zdanie. Dzisiaj przyszedł czas na e-booki,czyli książki elektroniczne.
Kiedy tak naprawdę powstały ebooki?
Można przyjąć, że ok roku 1971. Właśnie wtedy w fomie elektronicznej została stworzona deklaracja stanów zjednoczonych. Jednak od jednej publikacji do dzisiejszych e-booków jest daleka droga. Przez wiele lat internet, czy komputery nie były możliwe korzystanie zwykłych osób. Nie mówiąc o czytnikach, które wtedy pewnie nawet nie istniały.
W 1998 roku powstało google, a książki na płytach zaczęły się rozpowszechniać. Dwa lata później król horrorów, czyli King wydał „Riding the Bullet“ w formie elektronicznej. Można powiedzieć, że od tego momentu wszystko dzieje się błyskawicznie. Wydawnictwa zaczynają sprzedaż książek elektronicznych, powstają księgarnie internetowe.
Według Wikipedii w Polsce ebooki rozpowszechniły się w 2008 roku
Osobiście sądzę, że ebooki są świetnym rozwiązaniem. Po pierwsze są bardziej dostępne niż tradycyjne egzemplarze. Często nie można znaleźć książki w księgarni, czy bibliotece. Zazwyczaj taka książka ma odpowiednik w formie elektronicznej.
Kolejny powód waga. Nie oszukujmy się czytnik nie waży dużo. A jak się uprzemy to możemy zmieścić tam tysiące książek. Wyobrażacie sobie chodzenie z tysiącem książek w torbie? :-)
Kolejny plus czytnik jest wygodniejszym rozwiązaniem jeżeli chodzi o podróż. Wygodniej jest podróżować z czytnikiem, który nie zajmuje dużo miejsca, niż z kolejną książką.
Dodatkowo zaletą czytnika jest czytelność. Możemy wygodnie dopasować rozmiar czcionki do naszych aktualnych potrzeb.
Wiele czytników ma opcje tłumaczenie, dzięki czemu możemy próbować swoich sił w

czytaniu książek w innych językach. Na pewno jest łatwiej czytać i automatycznie tłumaczyć fragment tekstu którego nie rozumiemy, niż szukać w słownikach.
Jednak mimo wszystkich swoich zalet, czyli wytrzymałości, pojemności, funkcjonalności dla mnie czytnik nie zastąpi książki papierowej.
Jestem zdania, że książka powinna być z papieru. Może to staromodne myślenie, ale jednak książki mają w sobie swoisty „klimat”, szczególnie te z bibliotek.
Co wy sądzicie o czytnikach? Czytacie dużo ebooków, czy raczej preferujecie książki tradycyjne?


źódło:http://www.publio.pl/krotka-historia-ebookow,art5611.html

środa, 2 marca 2016

[80] Iwona Prończuk, Izabela Gontowicz-Kapica - Skazani na siebie. Tom I. Dolina Nicole

 Tytuł oryginału: Skazani na siebie. Dolina Nicole (t.1)
Wydawnictwo: NovaeRes
Data wydania: 2016
Liczba stron: 584
Ocena: 5/10

 Rok 2028. Na tratwach ratunkowych materializuje się 600 rozbitków. Zdawałoby się, że są to przypadkowi ludzie. Wszyscy oni zostali skazani na 15 lat wygnania, ponieważ mogliby wywołać na Ziemi powstanie przeciwko rządowi. Z podstawowym ekwipunkiem przybywają na nieznaną planetę. Zaczyna się walka o przetrwanie i władzę.

Pierwsze co rzuca się w oczy jeżeli chodzi o książkę to jej rozmiar. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że przyjdzie do mnie takie tomiszcze. Mimo to nie zraziłam się i od razu wzięłam za czytanie.

Chciałabym nie zaczynać od minusów książki, jednak te pojawiły się już na jej samym początku. Jestem uważnym czytelnikiem. Staram się nie omijać fragmentów książek nie ważne jak nudne są. Mimo uważnego czytania nie potrafiłam do końca połapać się w początkowej fabule książki. Jak dla mnie autorki zrzuciły zbyt wiele rzeczy naraz, które początkowo do siebie nie pasują. Dopiero w trakcie czytania książki można zrozumieć jej początek.

Autorki powieści skupiły się w głównej mierze na bohaterach, za co należy im się plus. Jednak bohaterów w książce było mnóstwo. Wielu z bohaterów odgrywa tylko epizodyczne role, jednak są i tacy, którzy wysuwają się na pierwszy plan. Oczywiście jak można zorientować się po tytle pierwsze skrzypce w książce gra Nicole. Na bohaterce skupia się uwaga autorek w głównej mierze. Jednak ie jest to bohaterka, którą polubiłam. Właściwie mimo mnóstwa bohaterów do żadnego nie poczułam sympatii., żadnego nawet (o zgrozo!) nie zdążyłam znienawidzić. Dla mnie jest to dziwne, ponieważ czytając jakąkolwiek książkę często wczuwam się w uczucia bohaterów. Wiem, że wielu z was też tak ma. Przeżywam książkę. Tego mi tutaj zabrakło. Mimo to wielki plus za rozwijanie postaci w miarę akcji książki. Widać, że nad tym aspektem autorki popracowały.

Minusem książki według mnie było niedostateczne rozwinięcie wątku życia na Ziemi. Nie dostajemy za wiele informacji co się tam teraz dokładnie dzieje, czy też jakie motywy kierują kosmitami, którzy stoją za zbliżającą się zagładą. Wielka szkoda, że zabrakło tych informacji ponieważ książka mogłaby wiele zyskać. Wystarczyłoby nie skupiać się tak na mało istotnych sprawach i dopracować ten wątek.

Podsumowując „Skazani na siebie” jest książką średnią. Fabuła wciąga, jednak nie na tyle, żeby się zagłębić  powieści. Niestety książka nie wywołała we mnie żadnych emocji, z wyjątkiem okazjonalnej irytacji. Ale niestety nie potrafiłam wczuć się w wydarzenia, uczucia bohaterów. A to właśnie to jest dla mnie najważniejsze w książce. Książka powinna poruszać. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu NovaeRes 



Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (3,5cm), czytam fantastykę, czytam opasłe tomiska