środa, 3 sierpnia 2016

[84]Gail McHugh - Amber

 Tytuł oryginału: Amber to Ashes 
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 3 lutego 2016
Liczba stron: 591
Ocena: 5/10

Znacie to uczucie, gdy książka, którą wszyscy się zachwycają dla was jest nijaka? Staracie się dostrzec jakieś dobre strony, plusy powieści, jednak po długim czasie zastanowienia nic wam nie przychodzi do głowy? Ja niestety ostatnio miewam tak coraz częściej. Dzisiaj przychodzę do was z kolejną taką książkę, a mianowicie „Amber”.

Nie będę wiele pisała o fabule książki. Sama w sobie jest pokręcona, ale jednocześnie banalnie prosta.
Poznajcie Amber dziewczynę po przejściach, która spotyka Brocka Cunningama i Rydera Ashcrofta – chłopakach po przejściach (jakżeby inaczej!). Tytułowa bohaterka od pierwszych stron książki zakochuje się, nienawidzi i na odwrót. Dalej w tle pojawia się także niebezpieczeństwo zabarwione dużą dozą krwi.
Historia zasadniczo krąży wokół miłosnego trójkąta głównych bohaterów. W końcu mamy XXI wiek i nikt już nie chce czytać o standardowych parach. „Inne” pary są ciekawsze. Prawda? Chociaż pojawia się pytanie czy taki trójkąt można nazwać parą? W końcu trzy to nie dwa.

Przejdźmy do bohaterów. Moim zdaniem każdy z bohaterów jest w jakiś sposób „skrzywiony”. Możliwe, że jest to wywołane zbyt dużą ilością alkoholu, które każde z nich wypija co kilkanaście stron książki. Zresztą wcale im się nie dziwie. Sama miałam ochotę walnąć szota czytając książkę. W trakcie przerzucania kolejnych kartek miałam wrażenie, że Pani McHugh wpakowała wszystkie złe rzeczy do worka, który zamiast zamknąć otworzyła. I tak powstał chaos niczym z puszki Pandory.
Mamy tutaj łzy, więcej łez i jeszcze więcej krzywd. Wiem, że jest to temat poważny, do którego ja podchodzę w trochę lekceważący sposób. Jednak jak dla mnie tego wszystkiego było po prostu za dużo.

Oczywiście w książce nie mogło zabraknąć seksu. Dużej ilości seksu. Tak wielkiej jak B U D Y N K I (kto czytał zrozumie). Nie będę na ten temat się wiele wypowiadała. Myślę, że każdy sięgając po książkę ma świadomość tego, że jest ona erotykiem. Akurat do tej kwestii podchodzę dosyć neutralnie. Opisy seksu nie powaliły mnie na kolana, ale także nie były kompletnie niesmaczne.

Nigdy dotąd nie spotkałam się z dziełami Gail McHugh. Jednak dzięki okładce książki nie trudno nie zauważyć, że jest autorką bestselerów New York Times'a. Zastanawiałam się co sprawia, że ludzie chcą czytać twórczość autorki? Pierwsze co nasunęło mi się na myśl to jej styl pisania. Mimo całej historii, która nie do końca przypadła mi do gustu muszę przyznać, że McHugh ma świetne pióro. Dobrze czytało się opisy spod niego wychodzące. Szkoda tylko, że nie potrafiłam chociaż w pewnym stopniu wczuć się w uczucia, które autorka włożyła w tę książkę. A tych jest wiele.

Lektura "Amber" wstrząsnęła mną. Niestety nie do końca w sposób, na który liczyłam. Wstrząsające jest to jak autorka, której język pisania jest na na prawdę wysokim poziomie, która stosuje świetne porównania, opisy itp. nie potrafiła wbić się do mojego serca. Zgaduje, że nie zawsze trafia się na te książki, mimo wszystko miałam nadzieję, że pokocham "Amber". Zarówno książkę jak i bohaterkę.

Reasumując czy sięgnę po kolejną część jak się pojawi? Na pewno nie, ale na pewno będę chciała wiedzieć jak to wszystko się koniec końców skończyło.



  • Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (3,8cm)

Książkę przeczytałam w ramach Book Tour, który odbywa się na blogu u Cyrsi. Dziękuję cyrysia.blogspot.com i wydawnictwie Akurat za możliwość jej przeczytania.


 
 

3 komentarze:

  1. Jakoś nie ciągnie mnie do tej książki, a twoja recenzja też jej nie wychwala, więc raczej dalej będę trwała przy swoim.
    Pozdrawiam :)
    Zagubiona w słowach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie będziesz miała czego żałować:)

      Usuń
  2. Ja w sumie do pewnego czasu chciałam przeczytać Amber, ale potem zaczęły napływać negatywne recenzje i stwierdziłam, że może nie jest warta zachodu, choć Collide tej samej autorki podobało mi się.
    Pozdrawiam cieplutko :)
    gabRysiek recenzuje

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku byłoby mi miło, gdybyś zostawił komentarz. Dzięki nim wiem, że jest jeszcze ktoś dla kogo warto pisać...